Ilona Felicjańska przez swój pijacki wybryk straciła nie tylko dobre imię oraz kasę, którą będzie musiała zapłacić jako grzywnę i pokrycie szkód. Fakt twierdzi, że modelka miała już prawie dopięty kontrakt z jedną z firm motoryzacyjnych. Miała stać się twarzą marki i dostać za to 100 tysięcy złotych. Pech chciał (choć dla firmy to akurat dobrze), że tuż przed podpisaniem umowy gwiazda stała się jeszcze bardziej znana, choć z powodów zupełnie innych, niż ładna buzia i prowadzona przez nią fundacja. - Po takim wyczynie szefowie firmy nie mieli innego wyjścia, jak tylko zerwać rozmowy - pisze tabloid. Wyobrażacie sobie coś głupszego, niż wsiąść za kierownicę z ponad dwoma promilami alkoholu we krwi, mając w perspektywie kontrakt z marką motoryzacyjną na 100 tysięcy? Felicjańska zawstydziła Stockingera!
(bdb)
poleć znajomemu
Nie ma jeszcze żadnego komentarza.